Mało wiemy o tym kraju w Ameryce Centralnej. Na południe od Hondurasu, na północ od Kostaryki. Po spędzeniu prawie 2 miesięcy w Nikaragui, możemy wymienić wszystkich jej sąsiadów na północ i południe, odpowiedzieć na podstawowe pytania każdego przeciętnego turysty i poopowiadać Wam o naszych doświadczeniach. Zaznaczając, że nie widziałyśmy całego kraju, ale jego większość część.
Spis treści
Kto tam jeździ i skąd brać informacje o Nikaragui
Zacznę od spostrzeżenia na temat narodowości, które podróżują do Nikaragui. Na pewno nie są to Polacy. Co dziwi – bo przecież jesteśmy „wszędzie”. Jednak Przeciętny Nikaragujczyk potrafi zaskoczyć pytaniem, czy Polska jest gdzieś w Stanach lub między Stanami, a Kanadą. Skoro o Kanadzie mowa to warto wspomnieć, że Kanadyjczyków jest tam cała masa. I to wcale nie znaczy, że dogadasz się z nimi po angielsku, bo spotykałyśmy głównie francuskojęzycznych podróżników (na początku zastanawiałyśmy się, co tam robi tyle francuzów). Ponadprzeciętnie wysoki podróżnik, czyli Holender, to druga nacja, jaką widziałyśmy na każdym kroku. No i oczywiście najwięcej jest Amerykanów, którzy sypią dolarami (chyba są przyzwyczajeni kulturowo, w Stanach nawet nam pod sklepem jakiś pan chciał dać pieniądze, ale z uśmiechem odmówiłyśmy). Skutkuje to zawyżaniem cen i sugeruje lokalnym ludziom, że wszyscy biali podróżnicy są bogaczami.
Informacje w internecie (głównie blogi) są sprzeczne z tym, czego doświadczyłyśmy podczas podróży po Nikaragui. Ludzie piszą okropne historie o małych miejscowościach (np. Bluefields – większość spotkanych przez nas osób bało się tam jechać, a w którym my spędziłyśmy cudowne chwile). Poznałyśmy wspaniałych ludzi i spałyśmy na dworcu autobusowym z lokalami. Szukając tipów w podróży zaopatrzcie się w duże sito – będzie Wam potrzebne, aby przesiać ogrom informacji rodem z horroru.
Jednocześnie ciężko znaleźć jakiekolwiek informacje o tym kraju. Rozkład jazdy autobusów? Nie istnieje. Ale możesz usiąść i czekać. Tak robią wszyscy. Ewentualnie zapytać pani w sklepiku, ale tylko jeśli znasz język hiszpański. Swoją drogą – polecamy nauczyć się chociaż liczebników i podstawowych zwrotów, takich jak donde esta el baño, aby dowiedzieć się gdzie jest toaleta (zapewne i tak piszemy to niepoprawnie, ale sens jest zachowany, a to najważniejsze).
Ometepe – raj dla „backpakers’ów”
Wyspa Ometepe jest najtańszym miejscem w tym kraju. Najmniej czeka Cię tam naciągania (mimo tego że jesteś gringo, czyli obcy), ale równocześnie jest tam najmniej cywilizacji i sklepów. Dwa wulkany, przecudna społeczność korzystająca z uroków życia w naturze, jednym słowem dzikość. Tak nam się tam spodobało, że po miesiącu podróży przez Kostarykę, wróciłyśmy dokładnie w to samo miejsce.
Jak dotrzeć na Ometepe?
Prom na tę wyspę trzeba złapać z portu w San Jorge, więc jeśli podróżujesz z Managui (stolica kraju) to najlepiej złapać lokalny autobus, jadący prosto do San Jorge. Tutaj mocno trzeba uważać na naciągaczy, którzy będą chcieli Cię zabrać do Rivas, skąd prom nie płynie. Stamtąd trzeba złapać taksówkę i często naciągacze mają zaprzyjaźnionych i dogadanych taksówkarzy i ten sposób oszukują na cenach. O cenach poczytasz w artykule „Nikaragua? A drogo tam?”). Godzinka rejsu i wysiadasz na wyspie. Warto wysiąść na początku, żeby załapać się na publiczny autobus, który za groszowe pieniądze zabierze Cię na drugi koniec wyspy. Taxi będzie kosztować dużo więcej.
Wspomnimy o tym jeszcze w osobnym artykule o transporcie, ale zaczniemy już tu: NIGDY NIE DAWAJ PIENIĘDZY NIKOMU, PRZED ODJAZDEM TRANSPORTU. USIĄDŹ I POCZEKAJ DO ODJAZDU, AŻ PAN BĘDZIE ZBIERAŁ OD WSZYSTKICH PIENIĄDZE. PODEJRZYJ ILE PŁACĄ INNI I DAJ WYLICZONĄ KWOTĘ.
Little Corn Island, czyli Karaiby
Little Corn Island – czyli malutka wysepka na Karaibach, gdzie dla odmiany dogadasz się po angielsku, bo nie jest ona hiszpańskojęzyczna (dla nas był to szok i niemała ulga, ale mają oni swój język kreolski-angielski-karaibski). Nie wynajmiesz na niej skutera, bo motoryzacji tam brak. Wszędzie za to dojdziesz na piechotę, popłyniesz na snorkeling, czy nurkowanie i zjesz świeżą rybę prosto z morza. My byłyśmy tam w grudniu, a że niestety pora huraganów się trochę przesunęła (2023), to woda była jeszcze mocno wzburzona. Podobno w styczniu, czy lutym rajskie plaże i palmy wyglądają nieziemsko.
Jak dotrzeć na Little Corn?
Rozwiązania są 2: albo lecieć ze stolicy drogim lotem na Big Corn Island (linia lotnicza La Costeña, około 100 dolarów w jedną stronę) + pangą na Little Corn. Drugą, tańszą i zarazem „naszą” opcją, jest złapanie autobusu ze stolicy (dworzec Terminal Buses Costa Caribe) do Bluefields i stamtąd trzeba wsiąść na prom, który płynie na Big Corn około 6h w środę i sobotę. My miałyśmy lekki niefart i pogoda w sobotę nie pozwoliła nam na wypłynięcie. Z kolei na drugi dzień jeden z silników odmówił posłuszeństwa i płynęliśmy 9h. To natomiast skutkowało opóźnieniem, przez co nie zdążyliśmy na pangę, płynącą na Little Corn. O chorobie morskiej nie wspominając – warto było. Jest jeszcze jedna – ostatnia i rzadko wybierana – opcja, z której skorzystałyśmy (spontanicznie) wracając z karaibskiego raju.
Łódź cargo – przeżycie rodem z piratów z Karaibów
Ah cóż to była za przygoda! Patrząc z boku – trochę obleśnie tam było, patrząc na wspomnienia – wow jak cudownie tam było. Pomijając fakt, że wypłynęliśmy jakieś 4 czy 5 godzin później, bo przez naszą łódź rozładowywana była jakaś inna łódź i żaden kierownik zamieszania nie pomyślał, że my już możemy odpłynąć, a oni sobie zacumują o pomost. Był to nasz najpiękniejszy rejs w nocy. Wszyscy spali przytuleni razem, na kartonach, pod dziwnymi kocami. Piłyśmy rum, jak prawdziwe piratki, a gdy poszłyśmy na dziób (potykając się o kogoś na ziemi) to, co tam ujrzałyśmy, odjęło nam dech w piersi. Cisza, ciemność, tafla wody jak lustro odbijająca gwiazdy, a w górze księżyc, którzy niemal wyznaczał nam drogę. Coś nie do opisania. Ciarki na samo wspomnienie!




Potęga Pacyfiku w Popoyo
Szerokie i puste wybrzeże Oceanu Spokojnego. WOW. Najdroższy, a zarazem chyba najpiękniejszy punkt naszej podróży. Byłyśmy w San Juan Del Sur i Popoyo. Popoyo wygrywa wszystko. Ta przestrzeń i ogromna moc żywiołu. Fale równomiernie rozbijające się o brzeg, a za rogiem skała, na której w pewnym momencie fale tracą swą moc. Dzięki tej naturalnej barierze, początkujący surferzy mogą w spokoju uczyć się, schowani przed siłą zbiornika wodnego największego na świecie. Tam za horyzontem są Hawaje!
Popoyo to destynacja zdecydowanie droższa, niż reszta kraju, ale oh jak warto! Zachody słońca długie i nostalgiczne (tylko spójrzcie na tytułowe zdjęcie), zwiastujące ulgę i odpoczynek po kolejnym upalnym dniu. Nawet lokalni ludzie, którzy sami z siebie brali nas na stopa, mówili „Mucho Calor”. Czyli jednak im też się czasem robi gorąco. Index UV 11 z maksymalnego 13. Krem z filtrem w rękę i ukryj się pod palmą!
Nikaragua to kraj do którego warto pojechać, póki (jak na przykład Kostaryka) zostanie zalana turystami. A może nigdy to nie nastąpi? Kto wie. Jedźcie bo warto. Dla ludzi, jedzenia, widoków, zachwytów i zaskoczenia.
A w następnym artykule poczytajcie o stylu nikaragujskim.
Islandzkie pozdrowienia, Wizzy.
PS łapcie fotografie z Nikaragui! >> https://trippujemy.pl/nikaragua/